Chorwacja – PAG 2020r.

Nie daj się zniechęcić.
Nie daj pogrzebać swojego życia przed śmiercią.
Pomimo przeciwności nie przestawaj podążać swą własną drogą.
Szukaj życia pełnego Życia, które warte jest przeżycia.
Pakuję do auta śpiwór, namiot, rower, płetwy, uprząż wspinaczkową, puszki i konserwy, jestem przygotowany na morze i góry. Wiem że lato przemija a ja nie zamierzam pozostać w tym samym miejscu, wyruszam nie do końca wiem gdzie, czy będą otwarte granice? Ale to nie ważne, mam ochotę troszkę powłóczyć się po świecie. Wiem tylko tyle, że za 24 godziny nie mam zamiaru być w tym samym miejscu na świecie. Nie będę czekał na lepszy czas bo może on nigdy nie nadejść, wyruszam z tym co mam i z tym kim jestem dziś.
Mijam granicę Polski, Austrii, Słoweni i wkraczam w Chorwację, po dotarciu do wybrzeża i przejechaniu 1200km ASX-em biorę ręcznik i ruszam na plażę. Jadąc na południe w blasku zachodzącego słońca szukam jakiegoś miejsca gdzie można by rozbić namiot na noc, odbijam w boczną szutrową drogę gdzie wśród krzaków rozbijam namiot a z drugiej strony wzniesienia niesamowity widok na wyspę Krk , goła skała, odludzie takie jakie lubię najbardziej.

Kolejny dzień to jazda na południe, zatrzymuję się w Cesarica by spędzić chwilę na plaży bo okolice wydają się ciekawe, to miejsce na wysokości Pagu i właśnie to przykuło moją uwagę. Zostawiam auto na wjeździe do wioseczki jakże bardzo uroczej, przy okazji sprawdzam niby pustostany szukając miejsca na nocleg. Zwiedzam okolicę, fajna zatoka z haczykiem jako element statuowy. Wybierając się na dziką plaże przez góry znajduję porzuconą przyczepę kempingową postawioną na posadzce betonowej, obok super miejsce na postawienie namiotu i właśnie to miejsce staje się niesamowitą bazą.

Po kilku dnia plażowania i zwiedzania okolicy nadszedł czas na to by wybrać się rowerem na przeciwległą wyspę PAG, wezmę śpiwór i pewnie w dwa dni ją zrobię. Ogromny żar leje się z nieba. Wyruszam w południe, docieram do przeprawy promowej, po dotarciu na pag zauważam dwoje mocno uzbrojonych rowerowców, jak się okazało są siódmy rok w podróży dookoła świata. Jadę na sam koniec wyspy, droga nudna więc odbijam na plażę, zakaz robienia zdjęć, czyżby tereny militarne? ale nie, po prostu miejsce dla golasów. Na końcu wyspy port, wracając wśród zachodzącego słońca znajduję malutką plażę jako zatoczkę w której rozkładam namiot na noc, jakże cudowne miejsce. Rankiem wraz ze wschodem słońca pakuję namiot i ruszam na południe. Drogi bardzo widokowe, zwiedzam miasteczko Pag i wdzieram się rowerem na wzgórza z których widać okolicę we wszystkich kierunkach. Ruszam w stronę dziczy szutrowymi drogami by gdzieś na uboczu rozbić namiot na noc, mam zamiar dojechać do końca lądu ale niestety robi się ciemno więc odbijam w stronę wody, rozbijam namiot na całkowitym odludziu, dziko i przyjemnie, nie podejrzewam aby tutaj ktokolwiek mnie w nocy odwiedził.
Rankiem wdrapuję się na wzgórze by obejrzeć okolicę. Niestety nie jadę na główny most Pagu, dopiero po powrocie do PL przekonałem się o tym, że warty jest odwiedzenia. Ruszam swobodnie w kierunku powrotnym i przejeżdżam nieprzebyte dotąd drogi jadąc tam gdzie kończy się trasa dzięki czemu docieram do niesamowitej plaży otoczonej skałami. O 23:00 wjeżdżam na prom, przed północą docieram do auta, pakuję rower do bagażnika po czym biorę namiot i wędruję do uroczej porzuconej przyczepki kempingowej. To była niesamowita przeprawa rowerowa.

Kilka kolejnych dni poświęcam na wędrówkę w góry gdzie kończąca się woda do picia szybko zmusza do drogi powrotnej. Zwiedzam inne plaże w okolicach Cesarica. W sercu wiem, że to nie koniec rowerowania.









