Cypr rowerem 2023
Dogonić ostatnie promienie słońca.

Cypr 12-24 XI 2023.
4:00 – Lotnisko Warszawa, cisza nocy ciemnej kiedy wszystko się zaczyna, rower poszedł na oversize a ja czekam na boarding time.
Kreuję świat na przekór przeciwnościom, na przekór ludziom którym się to nie podoba ale robię to by pozostać wiernym samemu sobie i własnemu sercu.
12:00 – Lotnisko Larnaka, kończę składać rower. Otaczam rowerem jezioro i kieruję się w kierunku kaplicy Michała Archanioła i kapliczkę na samym szczycie Agia Marina.
16: 00 – jeżdżę po terenach w promieniach zachodzącego słońca. Znajduję otwarte pomieszczenie, kładę się na podłodze, chociaż nie mogę zasnąć to i tak jest ok. budzik nastawiam na 6:30 by skorzystać z pełni dnia.
13 XI

Ruszam z samego rana po szutrowych trawersach. Strzelnica, okopy, bunkier.
Limpia – wjeżdżam w obszary strefy buforowej, ignoruję znak zakazu wjazdu na teren militarny, obok opuszczona baza UN-95 wraz z wysoką wieżyczką widokową.
Z naprzeciwka startuje śmigłowiec z terenów okupowanych, leci w moją stronę, szybko odbijam w bok by uciec z tego zakazanego terenu, trafiam na szlaban i bazę wojskową, żołnierze zakazują mi wjazdu, każą wracać skąd przyjechałem. Jadę pomiędzy Cyprem a Turcją. Jedzie za mną auto patrolowe UN.
– Czy Pan wie, że nie wolno Panu tu przebywać ?
– teraz to już wiem …
Wracam tą samą drogą, kierunek Nikozja. Limpia – postój na kawę. Nikozja objeżdżam duży park z jeziorem pośrodku, kiedyś tu spałem na ziemi bez namiotu. W Nikozji zaczepia mnie Pani z ukrainy pod sklepem by po prostu pogadać, uciekła tu przed wojną. Ruszam dalej w drogę, zwiedzam cmentarz wojskowy z wielkim samolotem desantowym.
Późno już, szukam gleby do spania, jest boisko na którym kiedyś spałem ale teraz jest tam dużo dzieciaków. Ruszam dalej, po drodze sprawdzam ruiny, kontenery by gdziekolwiek rozłożyć namiot, jest ciężko. Moc modlitwy, w oddali widzę wielkie domy, sprawdzam, jest super bo opuszczone, po prostu luksus. Kąpiel pod bidonem, zupka chińska, namiot, obok ogromny talerz anteny satelitarnej. Miejsce opuszczone na uboczu, super wymodlone.

14 XI – ruszam z samego rana, kierunek przejście graniczne i przeprawa przez tereny tureckie. Zaczyna padać deszcz ale znalazłem dach nad głową. Kierunek Kato Pyrgos. Bluza i koszulka mokra od potu, czyli pchanie roweru po wzgórzach. Ogłaszam błogosławieństwo nad sobą i nad …. Bóg jest wielki.
15 XI – mam już trzeci pełny dzień za sobą, nocleg był w lesie, dobre miejsce, dobrze że wczoraj nie jechałem poprzez noc bo dobrze jest zacząć dzień od wschodu słońca jadąc drogą z pięknymi widokami tak by nie odebrała mi ich ciemność nocy. Rozpoczynam dzień od długiego zjazdu, kilka kilometrów w pięknych widokach, kierunek Polis, Afrodyta i półwysep Akamas. Sympatyczny słoneczny dzień, cały czas droga przy wybrzeżu, postój na kawę przed wjazdem na bezdroża laguny Afrodyty. Park gdzie kąpała się Afrodyta. Błękitna laguna, postój na wybrzeżu z pięknym widokiem na krzesłach i ostre pchanie roweru po wzgórzach by dostać się na rezerwuar bo tam zamierzam rozłożyć namiot – na dach rezerwuaru. Mijam myśliwych, otoczył mnie ogrom psów myśliwskich. Z latarką dojechałem do rezerwuaru, wnoszę wszystko na dach łącznie z rowerem, rozbijam namiot i biorę kąpiel przy kranie, nawet ciepła woda, ciemno, nikogo i ta dzicz dookoła.
16 XI – Rano zostałem namierzony z namiotem na rezerwuarze, ktoś zrobił mi zdjęcie z samochodu. Szybkie pakowanie i w drogę,
20km przez Akamas. Nie omijam statku wyrzuconego na brzeg jak i wykopalisk w Paphos. Na obiad duża puszka brzoskwiń. Na mapie znajduję kościół, może tam rozbiję namiot, faktycznie niby jest ok. ale obok są domy, robię szybką kąpiel pod butelką i wskok do namiotu chociaż jest dopiero 17:00 ale no co i tak jest ciemno. Ktoś przy namiocie ciągle gada ….

17 XI – Wyruszam o wschodzie słońca obok ludzie odpalające traktory. W drodze do Paphos, po drodze stara zapora wodna. Kupuję bilet na tereny archeologiczne. To dzień skały Afrodyty. Ładna dziewczyna mówi mi Good Morning. Zatrzymuję się pod kościołem na kąpiel ale niestety jest ktoś więc jadę dalej. Jest przydrożny kran więc można się wykąpać nie pierwszy już raz w tym miejscu. Mam ochotę na pieczonego kurczaka i wiem gdzie go kupić. Ciemno, kurczakownia zamknięta ale obok jest kebab, też może być a później kierunek na kościół noclegowy, rozbijam się przy samym murku by ochronić się od wiatru, dobrze że kościół otwarty.
Bóg jest wielki.
Wielki pomost, ogromy taśmociąg, stara lokomotywa na brzegu, zardzewiały statek wyrzucony z morza, pomnik lotnika – to są elementy tureckiej ziemi. Wjeżdżam do części Cypryjskiej, zakupy w Kato Pyrgos. Blask zachodzącego słońca, chciałbym nocować tam gdzie rok temu w okolicach Polis ale to 50km i duża przełęcz jest przede mną ale podejmuję decyzję – ruszam poprzez noc. Jestem na wzgórzu, prawie ciemno, sprawdzam boczną drogę, jest miejsce na rozbicie namiotu, obok baza wojskowa. Rozbijam bazę, kąpiel bidonowa i czas odpocznienia.

18 XI – Wstaję ze wschodem słońca to dzień by wyruszyć na tamę i wykopaliska. Śniadanie pod sklepem. Dojazd do zapory, warto było, objeżdzam zalew dookoła, po drodze gorąca kawa. Superowa jazda po wyschniętym jeziorze, jest superowo. Łapie mnie deszcz ale znajduję sklep z zadaszeniem.
Ciemno, mokro, dojeżdżam do kościoła na nocleg ale za kościołem jest czyjś samochód gdzie miałem rozstawiony namiot. Ale kto? Chowam się w pomieszczeniu gospodarczym , w nocy ma być potężna burza, wewnątrz jest uroczo, rozpalam świecę by rozjaśnić ciemność, robię przemeblowanie by rozłożyć namiot, biorę kąpiel ręcznikową. Rewelacyjna ochrona na noc przed burzą. To poczucie bycia prowadzonym, rozpalam kadzidło a w tle muzyka z obozu proroczego. Naprawdę jest tu cudownie.

GALERIA











Video Youtube