27.11.2022r.

Cypr – Żyj życiem.

Cypr Wyprawa rowerowa

Kupuję bilet na Cypr by przeżyć kilkanaście dni bycia w drodze. Proszę Arka by podrzucił mnie na lotnisko z ogromnym pudłem rowerowym, namiotem i śpiworem.
12.00 – odprawa, pierwszy zgrzyt, nie kliknąłem odprawy online i teraz muszę dopłacić tyle, co za bilet, a może jebać to i zawrócić? Ale jednak wchodzę na pokład, cieszę się, że dziś nocuję pod kaplicą Michała Archanioła, taki mam plan.

„Powołanie Cyrusa”

– unicestwieni będą i zginą ludzie kłócący się z tobą. Oto wstydem i hańbą okryją się wszyscy rozjątrzeni na ciebie. Iz 41.11.


Czas przelotu – Najsilniejszym czynem jest kochanie siebie, lśnienie pośród tych, którzy wybrali bycie zgaszonym.
16:23 – za oknem samolotu nastaje noc a dla mnie się wszystko zaczyna.
Larnaka – lotnisko
20:30 – składanie roweru, pakowanie sakw i w drogę, wszystko upchane na maksa. Pełna gotowość w każdym wymiarze. Czapka na głowie, rękawice i nocna przeprawa, jest radość.
23:00 – Kaplica Michała Archanioła, udało się dotrzeć przez nocne przestrzenie, aż nie mogę uwierzyć, że jestem teraz właśnie tutaj, to niesamowite. Czas modlitwy, rozkładam namiot pod murami kościoła, czy ja naprawdę tu jestem?


Hasło wyjazdu – „they cam and they pass and go to past” T.D  JAKES


28.11.2022r.

8:00 – Wstaje nowy dzień, noc w dwóch śpiworach by zachować komfort termiczny, delikatnie spoza chmur przebija się słońce. Kierunek katakumby Athienau.

cypr rowerem

8:57 – „podnieś ku górze swą głowę”
10:10 – Athienau, podziemne groty – chętnie odwiedzam miejsca w których już byłem.
12:52 – Izrael Park, fajne miejsce na nocleg ale jeszcze nie pora.
14:30 – Dhekelia Station, brytyjska baza wojskowa.
16:00 – Cmentarzysko starych samochodów.
Ciemne chmury idą w moim kierunku, szukam dachu nad głową, jadę wzdłuż kamieniołomu, rozglądam się za dachem. Na końcu drogi znajduję niesamowite miejsce na nocleg, militarna wieżyczka obserwacyjna z oknami i dachem, okno jest otwarte i można przez nie wejść do środka, bajka – jest super, dzisiaj to jest mój dom, całkowita ochrona przed wiatrem i deszczem jeśli by był no i ciepło.
17:30 – czas wdzięczności za dzisiejszy dzień i za to miejsce na nocleg. Nie wiem jak, ale moc z wysoka działa no i to niesamowite poczucie bycia prowadzonym.
21:15 – rozkładam śpiwór na podłodze, dobre miejsce i dobry czas, od sześciu godzin jest już ciemno. Jak dobrze że tu teraz jestem a było tak blisko bym zrezygnował z wyprawy. Ciepło nawet w jednym śpiworze. Czas wdzięczności:
– za nocleg pod kaplicą
– za aktualny nocleg w wieżyczce widokowej z oknami i dachem
– za rower z nowym napędem
– za moje sprawy, które są w Bożych rękach

29.11.2022r.

Co byś zrobił, gdybyś się nie bał?

cypr rowerem

 

9:27 – od samego rana leje deszcz, burze i pioruny ale miejsce w którym jestem jest od tego bezpieczne. Jak bardzo trzeba być prowadzonym, aby takie miejsce znaleźć. Plan na dzisiaj: grota Eliasza, Capo Greco i powrót tu na nocleg o ile przestanie padać.
10:20 – ciągle pada, martwię się o pudło na rower, pewnie moknie.
11:40 – mokro, zimno, bez chęci wyjścia z pod dachu, wycieczka w zawieszeniu.
„unicestwieni będą i zginą ludzie kłócący się z tobą – wybrany, umiłowany, jedyny.”
13:30 – rowerowy falstart, wyruszyłem z bazy i władowałem się w drogi gliniane, które całkowicie zasyfiły mi rower i buty już po jednym kilometrze. Zaczyna ponownie padać deszcz więc powrót do bazy pod dach. Podłogę trochę zalewa woda a śpię przecież na podłodze. Mam dość, no ale dziś miał właśnie taki być dzień.
Pogodowy falstart? a może i w tym muszę sobie jakoś poradzić, może zrobić sobie z tego miejsca obóz i wyruszać jak z gwiazdy wracając tu na kolejny nocleg? – lenistwo?
17:00 – ciemno, wchodzę do śpiwora na nocną hibernację.
22:00 – konferencja Ryszarda Krzywego który prostuje moje życie. „Bóg chce ci to wszystko wynagrodzić, załatwić i postawić na twardym gruncie. Idź i powiedz, stań przeciwko!!!”

30.11.2022r.

7:30 – Baza spakowana więc w drogę. Światło wschodzącego słońca. Dobrze jest mieć najgorsze rzeczy za sobą już na samym początku. Czas słońca po deszczowym dniu.
9:30 – Memoriał, znowu to samo zdjęcie, to samo miejsce i śniadanie kupione w sklepie, kierunek grota Eliasza.
12:20 – Agia Napa. Jest cudownie, słońce, ciepło, krótka koszulka, krótkie spodenki, przydrożna kawa.
Muzeum rzeźb, setki figur, posągów i dzieł sztuki.
Warto było przełamać opór pozostania w bezpiecznym domowym miejscu.

NO ENTRY – MILITARY AREA

15:40 – Top of Capo Greco, wzgórze widokowe, wjeżdżam na samą górę, piękny widok, jedna z osób proponuje mi aby zrobić mi zdjęcie zamiast stawiania aparatu na ziemi. Powoli szukam miejsca na nocleg, w planach mam jeszcze grotę Eliasza ale może zostawię ją na następny dzień, są drewniane stoły piknikowe z zadaszeniem, sprawdzam czy jest woda w kranach, może na stole rozbiję namiot na noc ale jednak ruszam do groty Eliasza.
16:50 – ciemno ale i tak warto tu być. Jest cudownie, przygoda trwa, serce się umacnia do walki. Moc modlitwy, pamiętam czas modlitwy w tym miejscu rok temu, zostało złamane piętno.

Grota Eliasza

Noclegowo rozbijam się pod wiatą, biorę tak zwaną minimalistyczną kąpiel rowerową. Jest bosko, kamera gopro się zjebała ale to nic, ważne że jestem teraz tutaj.

„Dwóch aniołów bierze ciebie za ręce i wyrywa cię z miejsca w którym jesteś” to nic że nie wiesz gdzie, dostosujesz się.

 

cypr rowerem

 

„Nie każdy dzień jest dobry ale w każdym jest coś dobrego. Potrzeba silnego serca by obejrzawszy się wstecz dostrzec dobre dni.
Możesz walczyć z życiem narzekając na to co tracisz lub możesz zaakceptować wszystko co masz i połączyć to w całość czyniąc to co warte jest uśmiechu.


Nie oglądaj się za siebie jeśli wiesz że nie powinieneś. Nadal masz wiele błogosławieństw które możesz zliczyć i pamiętaj aby twe błogosławieństwa się liczyły. Nie jesteś już tym kim byłeś ale jesteś tym kim możesz się stać. To co inni myślą o twojej sytuacji nie ma żadnego znaczenia”

1.12.2022r.

Słońce wita mnie swoimi promieniami, obok grota Eliasza, pakuję bazę.
8:48 – w drogę na przejście graniczne. Boże jak to dobrze, że tu teraz jestem w tym słonecznym dniu na początku grudnia.
Wdzięczność za odwagę wyruszenia – TAK !!!
Za przełamanie normalności – TAK !!!
Za opuszczenie bezpiecznej przystani – TAK !!!
10:00 – przekraczam granicę, wkraczam na tureckie tereny okupowane, po drodze opuszczone od czasu wojny domy.
11:00 – zburzona Farmagusta, objeżdżam fortecę, odwiedzam zburzone kościoły i ruszam w drogę na wschód. Trochę trasy szybkiego ruchu bo nie ma bocznych tras ale za to jest pas szybkiego ruchu. Jest super, rower obładowany wszystkim co potrzeb. Ciepło, piękna pogoda i to niesamowite poczucie bycia w drodze.
16:00 – zaczynam szukać miejsca na nocleg, sprawdzam niedobudowane domy, nowy blok lecz pozamykany, jakiś opuszczony budynek przy opuszczonym kościele ale ruszam jeszcze zrobić pętle po okolicy i dojechać do wybrzeża. Coś mnie popycha aby wjechać na szczyt góry. Jest rezerwuar, robię rozpoznanie terenu, rozbijam się na dachu z namiotem, zupka chińska i cudowny widok na okolicę.
To był dobry dzień, jest tak jak być powinno.

„Unicestwieni będą i zginą wszyscy ludzie kłócący się z tobą” Iz 41

Powołanie Cyrusa – będziesz czynił uczniów.

cypr rowerem

2.12.2022r.

6:15 – budzik dzwoni by rozpocząć dzień przed wschodem słońca, dobry nocleg na rezerwuarze wody, czas pakowania i w drogę by wykorzystać każdą chwilę dnia.
8:00 – w drodze do BALLADAN , radość bycia, odbicia w boczne drogi, dzieci autobusami jadą do szkoły. Niesamowita cisza, śpiew ptaków, promienie wschodzącego słońca i droga, którą wybrałem oraz dni które czynię swoimi.

OTO DNI KTÓRE CZYNIĘ SWOIMI

11:11 – Kings rock, czyli wielka komnata w skale umiejscowiona na pionowej skalnej ścianie, dwie godziny walki by tu dotrzeć ale okazało się, że było warto. Teraz na wschód, na koniec lądu gdzie kończy się wyspa, tak zwany ogonek jaszczurki. Po drodze odbijam na plażę dziką i piękną. Po drodze sprawdzam porzucone drewniane domki jako miejsce na nocleg. Z radością rozpoznaję miejsca w  których byłem kilka lat temu
15.40 – Klasztor Św. Andrzeja na krańcu wyspy, dalej już tylko drogi gruntowe, po drodze kraina dzikich osłów, na końcu wzgórze z dwoma ogromnymi chorągwiami tureckimi. 20 minut do zachodu słońca, ruszam w kierunku drewnianego domku 22 na rozbicie namiotu.
16:27 – cmentarzysko domków letniskowych, zmrok !!!
Podjechałem pod opuszczony hotel, wcześniej były tam osły więc nikogo tam być nie powinno, na obrzeżach jest natrysk z wodą – super na kąpiel. W drzwiach są klucze, robię rozpoznanie miejsca, wybieram dla siebie pokój z nadzieją, że nikt tu nie przyjdzie, jest czyste prześcieradło, poduszki, stół i krzesło – po prostu bajka. Hotel Sea View. Radość bycia i radość życia pomimo… Radość bycia tu i teraz.

3.12.2022r.

6:30 – nowy dzień czas zacząć, droga czeka aż odcisnę na niej ślady swych stóp. Oto jest życie i zwykłe dni z kalendarza które czynię swoimi.
9:40 – KARDIPLAZ – zakupy i śniadanie pod sklepem – rewelacja. Żegnam południowe wybrzeże i ruszam na północ. „Wszystko, co muszę zrobić to podnieść się z upadku dla samego siebie”
Radość rowerowego podróżowania, prowadzony promieniami słońca.

Nie będę czekał aż ktoś lub coś …

OLD COAST ROAD


Jestem tam gdzie jest lato, jestem tam gdzie promienie słońca rozpromieniają moją twarz.

Spotykam Antona, młody chłopak wyjechał rowerem z niemiec i jedzie do Izraela – niesamowite. Droga wzdłuż wybrzeża, jadę nią z ogromnym sentymentem.
16:39 – znalazłem „surowaka” na nocleg czyli dom u stanie surowym otwartym, dobrze że mam dach nad głową i ściany od wiatru. Nie chcę ryzykować jazdy po zachodzie słońca.
DOSYĆ NA DZIŚ – 107km
Namiot już rozbiłem, kąpiel ścierkowa też zrobiona, czas na kolację z puszki.

cypr rowerem dipkarpaz

 

Czas wdzięczności:
– za jazdę cały dzień wzdłuż wybrzeża przy ładnej pogodzie
– za Old Coast Road
– za śniadanie z kanapki i coli w KARDIPLAZ
– za spotkanie Antona
– za to że w grudniu mam lato
– za fajny rower który dobrze daje radę
– za ogromne wsparcie z nieba
– za muzykę w tle, Avici i Kopalniani
– za poranne dzikie osły
– za to że realnie pojawiła się szansa otoczenia całej wyspy rowerem
– za ludzi którzy są mi życzliwi.

„Nigdy nikomu nie pozwól zranić swojej duszy”

„Musisz stanąć na własne nogi i wstać z upadku robiąc to dla samego siebie. Nigdy się nie zmieniaj jeśli jesteś szczęśliwy. Jestem silny ponieważ byłem słaby. Nie zostałeś stworzony do życia w depresji w poczuciu pokonania czy obarczony winą. Najsilniejsi ludzie to ci którzy wygrywają bitwy o których nic nie wiemy.”


Ktoś tu łazi!!! Przelecieli latarkami po namiocie ale zawrócili, może też ktoś szuka miejsca na przekoczowanie nocy, a może ktoś zgłosił właścicielowi że jakiś rowerzysta się tu kręci. Jest OK.

4.12.2022r.

cypr rowerem

 

6:20 – „Nauczę cię wielkiej radości z rzeczy małych i uwolnię z niewłaściwych oczekiwań które tylko ograbiają twoje serce”
10:44 – pamiątkowy statek desantowy z okresu wojny turecko greckiej 1974.
14:00 – NORTH CYPRUS
Koniec lądu, ostatni kawałek ziemi, budzenie wspomnień jak byłem tu 8 lat temu nocując tylko w samym śpiworze, wchodzę na wierzę tak jak 8 lat temu.
Powoli szukam miejsca na przenocowanie, sprawdzam dachy surowaków. Znalazłem otwarty rezerwuar przy drodze więc wskakuję do niego traktując jako kąpiel przed nocą, obok przejeżdża traktor
17:10 – Po godzinie znalazłem wymurowaną posadzkę na samej skarpie by rozbić tu namiot, było już prawie ciemno i ostateczny moment na znalezienie miejsca – poczucie bycia prowadzonym.


DOBRZE JEST


„Nie pozwól nikomu złamać swojej duszy – nie pozwól nikomu aby ktoś zatrzymał Cię w drodze twego życia, dbaj o to by w sercu przebywali ludzie którzy są ci życzliwi oraz ci którzy dają ci wzrost”. Z radością wspominam przydrożny rezerwuar kąpielowy i to ryzyko by się wykąpać.
8 grudnia mam powrót, tego też dnia mija pierwsza rocznica rozwiązania umowy z UGI po 20 latach pracy. Muszę przyznać, że od początku wyjazdu termicznie jest dobrze i w dzień i w nocy.

3.12.2022r.

6:18 – czas rozpocząć nowy dzień. „Boże uwolnij mnie z niewoli mojego własnego ja”
Ubieram długie spodnie, bluzę, rękawiczki i czapkę. Po 5 kilometrach jazdy zaczęło nosić tyłem roweru, myślałem, że znowu pękła rama lub bagażnik ale na szczęście to tylko przebite koło. Poranna kawa przy statku wyrzuconym na brzeg jak i lokomotywie. Zwiedzanie starego taśmociągu. Dużo ludzi mnie pozdrawia jak widzą mnie na rowerze.
Piękny słoneczny dzień.
11:00 – zaczęły się ostre podjazdy gdzie muszę pchać rower z buta, mija mnie bus, zatrzymuje się i proponuje podwózkę, ogromnie mu dziękuję bo to wielka serdeczność ale zostaję na rowerze. Jak miło, że są serdeczni ludzie. W oddali słychać strzały z dużych pocisków tak, że echo niesie po górach – strzelnica wojskowa.
12:15 – przejście graniczne KATO PYRGOS, grecka część wyspy.
13:17 – ostre pchanie roweru z buta, cel na dziś: dotrzeć dziś do POLIS. Piękna pogoda
14:30 – Dziękuję ci za ręce które trzymają kierownicę, za nogi które mogą kręcić i tupać kiedy trzeba pchać rower pod górę, za oczy które widzą nie tylko cel ale i drogę, za serce które bije by żyć.
15:25 – zatrzymuję się przy nieczynnej kawiarni widokowej, obok jest woda i szlauf do podlewania kwiatów, robię sobie kąpiel po całym dniu jazdy. Godzina do zachodu słońca, deficyt dystansu.
16:04 – radość swobodnej jazdy w blasku zachodzącego słońca. Dobrzy ludzie użyczyli troszkę oleju z warsztatu do posmarowania łańcucha w rowerze. 10km zostało do POLIS.
18:26 – szukając miejsca na nocleg. Znalazłem mikrobudynek przy samej plaży, jest posadzka ze sztucznego parkietu na zewnątrz, na dachu są krzesła i stoliki, widok na morze, obok wykoszone boisko – bajka. Czy może być coś lepszego? Przedmieścia POLIS.

cypr rowerem

 

„Nie pozwól nikomu złamać swojej duszy – ci którzy mnie burzyli odchodzą, ci którzy mnie budują przychodzą”

„Czy widzisz ten oto wielki tłum? oto daję ci dziś ich w twoje ręce abyś wiedział, że ja jestem Bogiem”

Dobrze jest bo jest dobrze ale jeśliby nie było dobrze to też byłoby dobrze. Bóg chce Ci to wynagrodzić, załatwić i postawić na twardym gruncie. Przeciwności wykorzystam aby rozwijać się i wzrastać a przychylność losu wykorzystam do wdzięczności i głębszego oddechu.

6.12.2022r.

6:30 – wychodzę z namiotu, kierunek NEO CHORIO, słońce jeszcze nie wstało, czapka, rękawiczki a może i światła.
10:45 –Przeprawę przez góry od POLIS do PYLA mam już za sobą, po drodze widokowe krzesło szczęścia. Przydrożne ogromne pomarańcze prosto z drzewa. Wrak statku plus kawa zanim ruszę w kierunku LIMASSOL.
JEST WSPANIALE !!!
Słońce świeci prosto w twarz, jak cudownie że mam tu lato. Ogromna wdzięczność za odwagę wyruszenia bez zważania na przeciwności.


They cam and they pass and they cam to past. T.D. JAKES


Cudowny dzień, chwila zatrzymania, spojrzenie na morze, palmy, drzewa bananowe, muzyka w tle
Muzeum Tomb of Kings
Podziemne grobowce czy mieszkania.
Radość rowerowej jazdy w słońcu a teraz czas na obiad w przydrożnej tawernie.

JEST CUDOWNIE I JEST WSPANIALE – Z ZIMY UCZYNIĆ LATO W CIĄGU KILKU GODZIN
Wyrwać zwykłe kartki z kalendarza i uczynić te dni niezwykłymi
14:00 – w drodze do LIMASSOL, może uda mi się zanocować pod kościołem który zobaczyłem z dużej odległości wiele lat temu.Radość bycia i radość życia. Zastawiasz dla mnie stół na oczach mych wrogów. Poprzez przeciwności rozwinąłeś w sobie cechy dzięki którym możesz z zimy uczynić lato. Mocną cechą jest to jak potrafisz znosić dyskomfort. Gdy Krzywy mnie prostuje – „Bóg da ci zwycięstwo, On chce Ci to wynagrodzić, załatwić i postawić na twardym gruncie!!!”. Ogromna wdzięczność za to, że wyruszyłem z bezpiecznej przystani by znaleźć się w krainie słońca. Kiedy zwykłe dni czynisz niezwykłymi.

ROAD CLOSED

17:00 – trafiam na znak Road Closed ale pomimo to jadę dalej, może się uda… przeprawiam się przez ogromny remont drogi, idę po zbrojonych prętach, może mnie nie przegonią… Słońce zaszło, kąpiel pod bidonem zrobiona, ciemno, wkładam rękawiczki na łapy, czapkę na głowę, zakładam latarki do roweru i w drogę.


Mam ochotę zrobić coś pojebanego by dodać życiu smaku.


18:00 – radość z nocnej jazdy. Jest przygoda, jest życie.
19:00 – dojeżdżam do planowanego kościoła, czekam aż odjedzie samochód, sprawdzam teren, jest OK. Rozbijam namiot za kościołem, jest stół, są ławki i ogrom insektów bo tereny podmokłe, duże słone jezioro, przedmieścia LIMASSOL. Jest cudownie i niech tak pozostanie.

7.12.2022r.

5:35 – wstaje nowy dzień, który witam z radością, to nic że jeszcze ciemno, pakując bazę czekam na wschód słońca.
AKRODIKI
Na koniec wyprawy muszę zrobić listę rzeczy, które zabrałem niepotrzebnie. (4 batoniki, 3 zupki chińskie, pomadka i żel do ust, żel do rąk, chusteczki myjące, żarówka namiotowa, statyw teleskopowy, krem do stup, druga czapka)
7:00 – w drogę która czeka aż odcisnę na niej ślady swych stóp.
8:30 – LIMASSOL, piękna promenada wzdłuż morza, na ławce znajduję głośnik, nie działa ale i tak zrobiłbym z niego dyskotekę, w końcu jestem elektronikiem i go naprawię, wyłamane gniazdko ładujące.
12:15 – ZYGGI, spotkanie z sakwiarzem którego mijałem 5 dni temu na północnym wybrzeżu, wykrzyczałem za nim „I remember You !!!” zawrócił i fajnie pogadaliśmy razem, wyruszył z Amsterdamu 5 miesięcy temu. Co za ludzie …. A teraz cisza, boczne drogi, aż strach się spieszyć bo nie ciągnie mnie w stronę lotniska, nie chcę wracać.
16:00 – obiad z puszki, jadę na lotnisko sprawdzić czy jest pudło na rower. Jest ale okropnie zniszczone przez deszcze, mam nadzieję że się jutro jakoś w nie spakuję. Gdzie na nocleg? rozglądam się po okolicy, sprawdzam mapę, a co tam, jak zacząłem wyprawę tak ją skończę więc jadę ponownie pod kaplicę Michała Archanioła.
18:50 – Kościołek, namiot przygotowany, życie omodlone, wsparcie z wysoka zapewnione więc czas wdzięczności:
– za dobry czas słońca
– za to, że miałem gdzie przeczekać deszczowy dzień i dwie noce pod dachem
– za wytrzymałe ciało
– za fajne miejsca noclegowe
– za ludzi spotkanych na drodze
– za odwagę wyruszenia
– za to, że to była dobra decyzja
– za to, że się nie wycofałem ani nie zniechęciłem
– za życzliwych mi ludzi
– za mamę co wiele sfinansowała

8.12.2022r.

cypr rowerem

 

7:30 – poranek w promieniach słońca.

WYJDŹ Z CIENIA


10:00 – Kaplica Agia Marina na szczycie. Zjazd ulubionym trawersem po zboczu, trasa Euro Velo po bezludziu i to jest to.
13:00 – droga do KITTY, ostatnie 3 godziny wybrzeża zanim zajdzie słońce, zanim rozkręcę rower by przygotować go do transportu powrotnego. Dobrze tu być, ogromny czas wdzięczności w promieniach słońca. Pojawia się pomysł, aby otoczyć słone jezioro przed odlotem ale dystans i czas jest na styku. Wszystko jest tak jak być powinno, udało się coś zjeść, kurczaka i frytki, jezioro otoczone. Lotnisko – ratuję zniszczone pudło i pakuję w nie rower.
18:00 – rower oddany do bagażowni. Dobrze i w pełni wykorzystałem ten czas korzystając ze wszystkiego, co życie, przygoda i droga mi przyniosły. To wspaniały czas bycia w drodze i tej niewiadomej, która zawsze mi towarzyszy nadając smak życiu. To był dobry czas, to była dobra decyzja. Treści „Żyj życiem” towarzyszyły mi prawie codziennie. Lotnisko, zobaczyłem w lustrze swoją twarz, jest spoko, spalona, zarośnięta, człowiek dziczy. Kończę ten wyjazd słowem dziękuję jak i wdzięcznością za dar życia i za przełamanie wszystkiego, co było przeciwko memu życiu. Następnym razem zabrać olej do łańcucha, spinki, statyw duży teleskopowy.

See You on The next treep.