Cypr 8-18.11.2019r.

 

7.10.2019r. Bufor mocy i uwolnienia E10 

Nie gonię za tym co wielkie ani za tym co przerasta me siły.
Prayer security 

Przerzuć ten chaos na Jezusa, on z niego uczyni świat. Wszystko co masz w sobie przerzuć na Niego 

8.10.2019r. – 10 rocznica pierwszej wyprawy na Cypr. By dobrze wyruszyć muszę porzucić zbędny balast i wszystko to co hamuje. Zabieram tylko to co mnie wspomaga w drodze którą kroczę. Zachowaj mocną wiarę w siebie i ciesz się żywiołem życia, przygody i poczucia przestrzeni. Niebo i ziemia są twoje. Nierozwiązane sprawy i konflikty zostawiam za sobą, nie będą mi tutaj potrzebne, jedyny bagaż jaki mam to rower.
22:49 – czas oczekiwania by wsiąść na pokład i zamknąć za sobą drzwi, tak, niektóre drzwi trzeba za sobą pozamykać. 

9.11.2019r. Larnaca

 

 

3:45 –  na parkingu lotniska składam rower, ciemno ale pomimo tego wyruszam, no bo co ? Po drodze dojeżdżam do pałacu sułtana ale nic z tego bo ciemno.
9:40 – Strefa Buforowa, trasa szutrami, pierwsze wieżyczki obserwacyjne wojsk UN
11:15 – kapliczka na samym wzgórzu gdzie często nocowałem teraz jest okamerowana więc kiepsko by było z noclegiem
12:00 – kapliczka Michała Archanioła, spotkanie z serdecznym człowiekiem, trudno się porozumieć ale życzliwość nie potrzebuje słów ani zrozumienia. 

Czas zatrzymania. 

13:00 w drodze do Athienau mam ogromną potrzebę snu, nieprzespana noc daje o sobie znać, spoczywam przy kapliczce pod drzwiami.Jadę szutrami wzdłuż beczek UN określającymi strefę buforową , czy mogę tu być ? Jedzie za mną powoli samochód UN, w okolicy nikogo, pewnie zaraz będzie przesłuchanie, rewizja i kontrola aparatu ale przejechali obok mnie bardzo powoli, wymieniliśmy się spojrzeniami.
15:30 – słońce powoli zachodzi, na dziś już wystarczy, szukam miejsca na nocleg.16:30 – ruiny budowli, jest kawałek betonu na podwyższeniu, dobre miejsce na śpiwór by spędzić noc pod gwiazdami, szybka kąpiel za pomocą bidonu i wskok do śpiwora. Noc bez wiatru niby najcieplejsza ale temperatura była na granicy komfortu.  

10.11.2019r. Obudzony blaskiem wschodzącego słońca, miejsce ciszy i spokoju, kierunek Agia Napa, w oddali słychać modlitwy muzułmanów a w sercu słowa: 

„W ciszy i spokoju leży wasza siła”


Straciłem butelkę wody w tym dzikim terenie więc włączam tryb zaufania. Fajnie tu. Trasa graniczna. To czas bycia pomiędzy.  Jeśli chcesz przeżyć przygodę to musisz zapłacić za to cenę , cenę zimna, niepewności, ryzyka. Czas Szutrowych Dróg.Robię zdjęcia znakom z zakazem robienia zdjęć. Miasteczko i jakieś uroczystości przy szkole tureckiej, być może rocznica najazdu na Cypr, czy to ci którzy zrobili rzeź Ormian i zrobili z nich owce prowadzone na rzeź ? Miejsce czołgów jako pozostałości po wojnie na wybrzeżu , wozy opancerzone poprzestrzeliwane jak sito, można dotknąć śladów po pociskach. To ślady historii gdzie była walka w obronie granic Jadę przez pola uprawne i traktorzysta zajechał mi drogę, coś głośno mówił ale nic nie zrozumiałem dopóki nie wykonał trzech gestów:- zakaz wjazdu- lornetki – symbol ściętej głowy i chociaż się nie boję to zawróciłem, jadę więc na Memoriał wojenny czyli miejsce które odwiedziłem 10 lat temu, wspomnienie tych którzy polegli w walce za ojczyznę. Pamięć tych którzy służyli innym swą odwagą i poświęceniem.16:30 – Kres zachodzącego słońca, za 30 minut nastanie noc, jadę w ciemno szukając kościoła w skale by tam przenocować.  

Total Darkness – PROFITIS ELIAS
cypr grota eliasza

Poczucie dziczy i przygody. Kapliczka w skale jest niesamowita, rewelacyjne miejsce na zatrzymanie. Przez chwilę bałem się że ktoś w nocy podczas mego snu mógłby tu przyjść ale przecież nie ma takiego drugiego jak ja. Miejsce odosobnienia a jednak przeniknięte obecnością Mocy i Ducha.  

Prayer Time

11.11.2019r.

6:30 – ktoś nadchodzi więc szybki wyskok ze śpiwora bo blokowałem wejście do kapliczki, pakowanie i w drogę.
9:30 – Capo Greco, czas na zatrzymanie, wspaniały widok wśród skał z widokiem na wzgórze.11:30 – kupuję przydrożnego arbuza i odbijam nad morze by tam go pożreć. CAVE SEA – cudowne miejsce, czas na kąpiel.
14:30 – przypadkowo dojeżdżam do przejścia granicznego – tereny okupowane. Pytam czy mogę rowerem przekroczyć granicę – Off Course. Turecka kontrola graniczna :- You are first time there- no , I was hire tree years ego- where are you going ? – to the end of his land No i mnie przepuścili…po drodze opuszczone domy z powodu okupacji, wymarłe miasto.

 

FARMAGUSTA – miasto w połowie wysiedlone, zwiedzam na szybko fortyfikację bo zaraz będzie ciemno.
17:00 – szukam gleby do spania, jazda nocna ma swój urok, aktywna część Famagusty aż tętni życiem. Ucieczka w pola i bezdroża szukając kościoła na mapie, przedzieram się przez ciemność na wyczucie, brak dróg, zaorane pola, rzucam rower by sprawdzić kościół czy da się przenocować: spalony, zdewastowany więc powrót. Na nocleg wypatruję budowlaną konstrukcję szkieletową, wchodzę z rowerem na najwyższy poziom, zostaję tu na nocleg pod blaskiem księżyca, jutro wracam do Famagusty. W nocy zimno ale to jest cena przygody i życia które warte jest przeżycia.     

12.11.2019r. Chyba jest 8 rano, zegarek zjebany, w nocy zimno, wracam do Famagusty. Famagusta, ruiny i fortyfikacje.  Dość już wylałem łez za ludzi którzy nie są tego warci. Awaria opony antyprzebiciowej, przebita ze szkłem rozrywającym. Famagusta była jak Asyż z mnóstwem kościołów po których pozostały tylko ruiny i zgliszcza.  

TO THE END  OF THE LAND 

Awaria roweru po wyjeździe z Famagusty. Jestem naładowany duchem, colą, puszką obiadową i czekoladą więc mogę jechać bez wytchnienia. Przy drodze stało wiadro z wodą pod kranem więc na łeb z nią i kąpiel została zaliczona.Odbijam w środek lądu uciekając od tras szybkiego ruchu. To inne życie w zgodzie z naturą, niby bieda obok ogromnego bogactwa. Czas natury i zachodzącego słońca a w głowie pytanie gdzie będę spał, wiem że Gabi zapewnia mi obstawę z wysoka i dodatkowo jestem uzbrojony w ogromne zaufanie.  Mental fight – wróć do słów przewodnich.

 

Prowadzisz mnie nad wody gdzie mogę odpocząć, orzeźwiasz moją duszę, wiedziesz mnie po właściwych ścieżkach. Zastawiasz dla mnie stół wobec nieprzyjaciół moich a kielich mój jest przeobfity W oddali na wzgórzu ujrzałem niby budynek, przedzieram się przez zaorane pole by sprawdzić możliwości pozostania na noc. To niesamowity rezerwuar wody z drabinką na dach. Niesamowite miejsce na nocleg z widokiem pośród ciemności na okolicę. Oświetlony światłem pełni księżyca. Takie są właśnie moje wakacje, no i powiedz kto, no kto da ci chwile i miejsca takie jak to?    Gdziekolwiek nie pójdziesz tam będzie twój dom bo odnalazłeś go w sobie. To nic, że przeciwnicy mocno potrząsają głowami, ważne, że idziesz swoją własną drogą. To świat gdzie intruzy nie mają wstępu bo serce swe w którym masz życie uczyniłeś twierdzą nie do zdobycia. Jestem w kraju którego nie ma – NORTH CYPRUS Jeśli w nocy zmarznę to nic bo wiem, że kolejny dzień wszystko mi to wynagrodzi. Już całkiem ciemno a nie chce mi się spać, rozplanowuję trasę na jutro – tylko boczne drogi.A w chwili walki wracam do słów :  

They cam and they pass and they cam to past ! 
Ja go wybawię bo przylgną do mnie, osłonię go bo uznał moje imię. 

13.11.2019r. – wspaniały poranek na dachu rezerwuaru wody, wrócę tu jeszcze na nocleg
7:45 – zejście z dachu i w drogę.
9:00 – co oni porobili z kościołów ci barbarzyńcy, wchodzę ukradkiem do kościoła a tu siłownia, zwiedzam kolejny kościół , totalna demolka. Ale ja będę żył i nie będę się bał psów z połamanymi zębami.  PS. Pamiętaj że jesteś mężczyzną a nie chłopcem.

 

Mocny zjazd w stronę morza, jednak wybieram inną drogę. Świat szutrowych dróg i ani jednego człowieka po drodze. Wspaniałe dzikie wybrzeże północnego Cypru gdzie nie dotarły ślady cywilizacji. KARDIPAZ Kupuję Colę i puszkę fasolki, zapowiada się fajna ciągłość trasy, jestem w połowie a mam zamiar wrócić na nocleg na rezerwuar. Mam całe wyposażenie: siebie, rower, latarkę, colę, żywioł życia i ducha oraz wsparcie Gabi oraz moc z wysoka. To czas kiedy droga jest celem a nie sam cel. Czasami od celu ważniejsza jest droga prowadząca do niego . Słonce nieuchronnie chyli się ku zachodowi, podążam droga mniej uczęszczaną a w tle muzyka „last mochican”. Wiem, że jestem najważniejszym elementem tej wyprawy, nie rower, nie pieniądze, nie dętki, więc muszę zachować mocną troskę o kapitana wyprawy. Dzieci gorszego boga lub dzieci Boga który zamiast rzeczy ma życie w prostocie serca.
16:30 – jakbym gdzieś znalazł tu miejsce na nocleg to bym się zatrzymał bo jest uroczo i dziko w pełni natury. I bardzo dobrze, że wyruszyłem, inaczej tydzień ten byłby tak jak każdy inny poprzedni a tak uczyniłem go wyjątkowym.
17:00 – mocne poszukiwani miejsca na nocleg, biegnę za budynek sprawdzić możliwości noclegowe, jest stary samochód i kombajn, obok wysypana pszenica więc pewnie i myszy byłyby w pobliżu, jadę szukać innego miejsca. Wdrapuję się na górę by dotrzeć do budynków które widziałem w oddali. Mocne pchanie z buta – koniec drogi a miałem nadzieję że znajdę tu jakąś glebę. Ze szczytu w oddali widzę jakiś kontur budynku w kierunku morza – spróbuję tam dotrzeć. Ciemno. Udało mi się dojechać do budowli zauważonej ze szczytu z którego musiałem powrócić, sprawdzam teren, jest super, zamierzam nocować na dachu, wnoszę sakwy bagażowe a rower chowam pod strzechą. Kąpiel pod bidonem –    

 

Nie chciałem wracać po ciemku na poprzedni rezerwuar by nie stracić piękna dziczy tych okolic.18:00 – całkowita noc, wschodzi księżyc pomarańczowy a ja w śpiworze na dachu, takie wakacje sobie wymarzyłem i żaden hotel mi tego nie da co mam teraz, to chwile takie jak ta nadają życiu smak i sprawiają że budzi się wdzięczność, radośnie zbieram owoce podjętej decyzji, ryzyka, mocnej wiary i zaufania. Cieszę się, że tu jestem, tutaj i teraz wpatrzony w blask księżyca na dachu wtulony w śpiwór. Słowo z czwartku „ nie gonie za tym co wielkie ani za tym co przerasta me siły, uspokoiłem przed Nim swoją duszę” E10 Siedzę pod sklepem i piję Colę, podchodzi starszy pan z sygnetem i proponuje mi hotel na noc, ja mu na to że mam nocleg 40km stąd  a mój hotel nazywa się rezerwuar i daje mi tyle radości ile nie da mi najlepszy luksusowy nocleg.PS. Droga na wzgórze nie była pomyłką choć nie było tam miejsca na nocleg ale była konieczna bym dojrzał z tamtego miejsca w oddali budynek docelowy gdzie mogłem przenocować na dachu. 

14.10.2019r. Od pół godziny ciągnik ora ziemię obok budynku na którego dachu właśnie leżę, jak ja mam teraz spakować bazę i zejść tak by mnie nie zauważył, jak uciec z dachu ? Spakowałem bazę , traktorzysta był przychylnie nastawiony więc nie było czego się obawiać chociaż to co zobaczył jak śpię na dachu to chyba nigdy nie spotkał czegoś podobnego.
10:00 – plaża surferów, wspaniała lecz nikogo nie ma tak jakby ziemia niczyja, nietknięta mocą cywilizacji. 

Perfect Word Doskonały Świat – świat w którym wystarczy trochę wody do picia, troszkę do wykąpania i jakaś puszka by nie umrzeć z głodu. Jak dobrze jest odbić w boczne drogi gdzie nie ma już asfaltu a zamiast tego dzicz, przygoda i żywioł życia.Krocząc drogą mniej uczęszczaną, gdy z bezdroży czynisz drogę swojego życia, kiedy z gruzów próbujesz budować marzenia wznosząc się ponad przeciwnościami. 

15:00 – odbijam na kościół w zaroślach, tatalna demolka, są schody do podziemia, biorę latarkę i schodzę, jakaś krypta wewnątrz białe gołębie jako symbol czystego serca, gruzowisko jakby rozwalone granatami – co oni zrobili ?  
17:00 – ciemno, kierunek rezerwuar noclegowy, dobry czas nocnej jazdy, w sklepie przydrożnym kupuję kolację, dziś będzie na bogato, słoik ogórków, chipsy, sardynki, chleb i piwo. 
18:30 – przedzieram się przez ciemne bezdroża jadąc na orientację.
19:00 – jest rezerwuar, wchodzę na dach zabierając sakwy ze sobą, otwieram klapę i wchodzę do wnętrza by w nim się wykąpać, coś niesamowitego. Ucztę czas zacząć. Zatrzymać się w spojrzeniu na okolicę okryty płaszczem nocy mając wszystko co potrzebne do życia. Pozbywam się tego by mieć, po to, by bardziej być. Zamykam za sobą jedne drzwi by móc otworzyć drugie ,które prowadzą do życia które daje mi życie.

„Powołałem Cię do życia, nie do śmierci.” 

Doskonały czas zatrzymania w tej gonitwie życia. A ten rezerwuar jest najdoskonalszy na świecie. No i powiedz kto ? kto da ci życie takie jak te ? 

15 XI 2019r. Oczekiwanie na wschód słońca. Dobrze, że zjebał się fenix bo bym utoną w mnogości jego funkcji, nie potrzebuję go do szczęścia ani do życia. Dwie godziny poświęcam na to by być w tym miejscu. Pakowanie bazy i w drogę, kierunek –  Old Coast Road.

 

Wspaniałe stare drogi przy samym wybrzeżu jakże malownicze. Przede mną burza, grzmoty, krople deszczu  lecz jeszcze nie jestem w jej obszarze. Całkowite zachmurzenie, na nocleg przydałby się dach nad głową. W Larnace jest karton na rower – a jak zmoknie ? Nad górami aż czarno od chmur.  „ Gdy byłem jak dziecko, myślałem jak dziecko, gdy stałem się dorosłym wyzbyłem się tego co dziecięce.”  Mocna zlewa deszczowa, schroniłem się w kościółku totalnie zdewastowanym, dobrze że mam miejsce schronienia. Okropnie zimno, jakby nagle skończyło się lato, okropnie leje, woda zalewa kościół w którym jestem.
16:50 – na dzisiaj dosyć, od godziny rozglądam się za miejscem na nocleg sprawdzając szkieletowe domy. Zatrzymuję się w ruinie budowli, jeśli bym się cofną miałbym coś lepszego ale mam już dosyć na dziś, uzbrojony w moc ducha jestem wdzięczny, że w ogóle coś znalazłem.  

CYPRUS OLD COAST ROAD 

W nocy ogromny huk fal rozbijających się o brzeg, budzę się z myślą że zaraz będzie wschód słońca z poczuciem wyspania a tu jeszcze nie ma północy. 

16 XI 2019r.

 

Godz. 6:20 – pakowanie bazy i w drogę, rower okropnie usyfiony gliną , kierunek Girne a później Nikozja, to kierunek typowo powrotny, muszę dziś przekroczyć granicę. Czasami jeszcze odnajduję skrawki Old Coast Road.
Godz. 10:20 – pcham rower pod górę, omijam Girne by ruszyć w kierunku Nikozji.  W tej cenie mógłbym mieć wakacje w hotelu z wyżywieniem ale nie zamieniłbym tego poczucia przygody i bycia w drodze na wygodny hotel, tej pozytywnej niepewności noclegów na dziko i tych na dachach. Życia na rezerwuarach wody, wolę takie życie niż życie życiem które nie daje życia.  Jutro rano ruszam prosto na lotnisko by sprawdzić czy są kartony na spakowanie roweru. Ktoś pozdrawia mnie gestem kciuka podniesionego ku górze, ten gest od lat jest dla mnie bardzo wymowny , tak jakby ktoś chciał mi powiedzieć 

You will Survive. 

Godz. 12:00 – jestem ciągle w strefie terenów okupowanych
Godz. 13.15 – Nikozja, tłum ludzi, szukam przejścia granicznego – Ledra Palace. Niestety nie dało rady więc ruszyłem na samochodowe przejście, kontrola graniczna:- Przyjechałeś tu na rowerze z Polski ? Promem z Turcji ? – Nie, wystartowałem z Larnaki.
Godz. 14:00 – ruszam w kierunku lotniska najbardziej skrajnymi drogami przy strefie buforowej, jestem w zasięgu obstrzału i wiem o tym, w oddali bazy wojskowe, czujnie podjeżdżam bliżej i okazuje się, że bazy są opuszczone, zaś od strony tureckiej są w pełnej gotowości bojowej.
Godz. 15:00 – okolice Nikozji, kolejna baza opuszczona, podjeżdżam bliżej , wchodzę na wieżyczkę wartowniczo – obserwacyjną , w sam raz nadaje się na nocleg – super.
Godz. 16:30 – pomimo, że słońce zaszło ruszam dalej szutrami by pozostać w drodze. Przedzieranie się przez ciemność.
Godz. 17:30 – ponownie na wieżyczce obserwacyjnej, rozkładam bazę noclegową, biorę kąpiel pod bidonem a na kolację mam chipsy i colę. 

18 XI 2019r. – Wspaniały punkt obserwacyjny , zresztą taki był plan jego budowy. Chwilę trwam w śpiworze by nasycić się rozkoszą tej chwili i świtem poranka.
Godz. 9:45 – Przedmieścia DALI, dojadam ostatnią zupkę chińską. Coś jakby mnie odpychało gdy próbuję jechać w kierunku lotniska, nie chcę wracać … Jest tęsknota za prostym życiem, noclegiem pod gwiazdami, wodą z przydrożnego kranu do picia. Ciąg dalszy wyboru dróg tych mniej uczęszczanych które mają swój urok i piękno dzikiej przyrody.  
Godz. 14:00 – lotnisko, sprawdzam czy są schowane wcześniej kartony na rower – jest ok. Mam 12 godzin do odprawy więc ruszam nad morze by nasycić się widokiem zachodzącego słońca a o 12:00 w nocy muszę być na lotnisku. Zwiedzam wieżyczkę obserwacyjną gdzie nocowałem rok temu i łapię gumę w tylnym kole więc już nie naprawiam tylko ruszam z buta w kierunku lotniska. Golasowo – bidonowa kąpiel przedwyjazdowa.
Godz. 20:00 – zaczynam przygotowywać rower do transportu.
Godz. 22:45 – wszystko gotowe , oby teraz nie zasnąć w oczekiwaniu na odprawę. Rodzi się ogromna wdzięczność za ten czas, za przygodę, za każdy znaleziony nocleg pod gołym niebem, za widoki, za drogi i bezdroża, za wspaniale przeżyte te dziesięć dni, za Gabi co dała mi wsparcie z wysoka, za zaufanie i zawierzenie, za wyjazd w którym było dużo więcej bycia niż posiadania. W nocy rozpocząłem wyprawę i w nocy też ją kończę. W piątek z pracy pojechałem prosto na lotnisko i być może jutro z lotniska pojadę prosto do pracy.