CYPR Rowerem – styczeń 2025
w poszukiwaniu Afrodyty

Piątek 13
13 Styczeń 2025r.
Godzina 21:00 – Lotnisko Larnaka, rower dociera w rozwalonym pudle, składam go na hali lotniska i ruszam w ciemności na nocleg przy kaplicy Michała Archanioła, mam 25km do zrobienia. Zimno, ok 5st, a może to pogodowy falstart? co ja narobiłem ? Jest ciemno i zimno… Przed północą docieram do kaplicy, chwila modlitwy i walki o złamanie przekleństw pokoleniowych, ogłoszenie błogosławieństwa. Niestety, pomieszczenie w którym chciałem spać okazało się zamknięte więc rozbijam namiot w toalecie.

14.01 – Poranek, jest pięknie, promienie wschodzącego słońca, cisza i odludzie. W drodze do Limassol… Zatrzymuję się w sympatycznym miasteczku Lympia, podnoszę sobie ciśnienie wjeżdżając w tereny strefy buforowej UN no i mam spotkanie z żołnierzami, ale przepuścili mnie. Dużo trudności z zakleszczonym bębenkiem tylnego koła, bębenek zablokowany. Jadę przez Zyggi, nie będę wybierać najprostrzej drogi, zatrzymuję się na plaży i fajny trekking po białych skałach śladami Afrodyty, CAPE ASPRO. Przemierzam Limassol, jestem w serwisie rowerowym, ale zero kontaktu. Ruszam do kaplicy na nocleg w budynku gospodarczym. Jest kościół, jest ciemno, drzwi otwarte, nocuję tu.

15.01 – Z samego rana szukam serwisu rowerowego, namierzyłem w internecie 33BIKE, jazda na zablokowanym bębenku to masakra. Dojeżdżam, wchodzę, jest tu serwis, ale nie ma serwisanta, jest tylko sprzedawca. Zapytałem czy sam sobie mogę naprawić? Dostałem do dyspozycji cały, bardzo dobrze wyposażony warsztat, miałem wszelkie klucze potrzebne i nawet znalazłem dystansującą podkładkę do bębenka, konieczne było wybijanie łożysk z piasty, rewelacyjna gościnność sprzedawcy – młody chłopak z Indii. Po 30 min rower naprawiony, proponuje mi kawę, ale nie umiałem przyjąć, robi sobie zdjęcie ze mną …
Czas wdzięczności:
– za naprawiony rower
– za super warsztat rowerowy i sprzedawcę
– za urocze i zamykane miejsce do spania przy kościele
– za wodę z kranu do mycia przed pójściem spać
– za pełny słoneczny dzień
– za znaleziony długopis

16.01 – Ruszam z samego rana bezdrożami w stronę PAPHOS chociaż chciałem tu jeszcze zostać na kolejny nocleg bo tu tak fajnie. Zatrzymuję się przed PISURI i Skałą Afrodyty, plaża przepiękna i te palmy. Śniadanie konserwa i chleb, zostawiam rower i idę na treking. Słońce zachodzi, szukam noclegu obok zapory bo brak szansy abym dotarł do miejsca planowanego by przenocować na rezerwuarze wody. Jeżdżę po okolicy zwiadowczo, jest boczna droga, jest blaszak, jest podłoga, jest nawet prysznic. Rozbijam namiot i czas na zupkę chińską. To był dzień swobody i luzu.

17.01 – Start z samego rana by zwiedzić jeszcze zaporę. Przejazd przez PAPHOS, rewelacyjne ścieżki rowerowe przy samym wybrzeżu, nie to co w Limassol gdzie dużo było jady ulicami w dużym ruchu komunikacyjnym. Dobra baza do pobiegania.
Ruszam na półwysep Akamas nim zastanie mnie noc a jestem na styku. Słońce zaszło, dojechałem do parkingu w lesie, rozpoznanie terenu i już wiem że namiot rozbijam w toalecie, zostaję tu na noc, jest też zimna woda na kąpiel. Ale ważne że są ściany i dach nad głową. Nie ma tu wiatru – super miejsce.
18.01 – Ruszam z samego rana i mam całą drogę w dół, po drodze stado osłów wygrzewających się na słońcu po zimnej nocy, wśród swoich. Na rozstaju dróg, siedzę przy stoliczku zadając sobie pytanie gdzie dalej? Kato Pyrgos czy Laguna Afrodyty? Jednak Kato Pyrgos, zatrzymuję się w miejscu noclegu sprzed dwóch lat z tarasem na dachu, spędzam tu dwie godziny bo fajnie tu. Zatrzymuję się na pizze, obsługuje mnie kobieta z Polski ale super.
Dzień Afrodyty – POLIS.
Na nocleg wracam ponownie w to samo miejsce do kibla w lesie. Po drodze kościół i modlitwa o złamanie mocy złego.
– Pan mój los zabezpiecza
– Nie umrę ale żyć będę i głosić dzieła Pana
– Tysiąc padnie u twego boku a dziesięć tysięcy po twojej prawicy ale ciebie to nie spotka
– Pan moim światłem i zbawieniem moim
– Unicestwieni będą i zginą ludzie kłucący się z tobą
– Nie zlęknę się za dnia lecącej strzały
– On moją tarczą
– Pan mój los zabezpiecza

Czas wdzięczności
– za słoneczny dzień
– za pizzę
– za nocleg w toalecie
– za nocleg przy blaszaku
– za zaopatrzenie na noc
– za wiadomość od Halinki
– za mamę co wiele sfinansowała
– za rower, namiot i dwa śpiwory
19.01 – Wybrać wyzwanie czy łatwiznę? Oto jest pytanie.
Ostatnia bitwa Jehu.
Kierunek Kato Pyrgos – góry i wzniesienia. Za przejściem granicznym na tereny okupowane spotykam wędrowca z plecakiem. On tak jak ja nie chce spędzić życia przed telewizorem. Podczas dnia modlę się o jakieś dobre miejsce na noc. Planuję dojechać do betonowej posadzki. Znajduję duży, opuszczony dom, jest otwarte okno by wejść, jadę dalej sprawdzić okolicę. Wracam do ogromnego domu, rozbijam wewnątrz namiot a rower chowam w krzakach na noc. Jest super, modlitwa wysłuchana. Pan mój los zabezpiecza, wołam też do Arch Rafael.

20.01 – Opuszczam swój pałac noclegowy, objąłem w nim panowanie w duchu i nastał pokój. Cały dzień przeprawa wzdłuż wybrzeża Cypru północnego. Zamek w Girne, trasa nie dla rowerów, duży ruch lokalny bez pasa pobocza, dopiero ostatni odcinek to Old Coast Road i tu można być jak u siebie. Rozbijam namiot przy przyczepie kempingowej z widokiem na morze – jest dobrze. Dzięki mamie…. Jutro Farmagusta i Agia Napa.

21.01 – Na świecie wiele jest oszustwa ale niech cię to nie zniechęca. Start z bazy, odbijam by zobaczyć drewniane domki. Są super, rozpoznanie terenu, wyglądają na opuszczone, ale jak to tak ? Jazda po okolicznych wsiach, tereny okupowane, zburzone i zdewastowane kościoły. Kierunek Grota Eliasza. Szybki przejazd przez Farmagustę bo jutro tu wrócę. Przejście graniczne, zatrzymują mnie do kontroli, mam wszystko wyłożyć na stół, śpiwory, namiot i sakwy – masakra, a robi się ciemno. W bocznych drogach znajduję zadaszenie i tu rozbijam namiot, rano orientuję się że to strzelnica wojskowa.

22.01 – Jest już prawie noc, siedzę w opuszczonym domu przy samym morzu, na zewnątrz pada deszcz a ja jestem wdzięczny że mam dach nad głową. Namiot rozstawiony, jest tak jak być powinno. Pan mój los zabezpiecza. Dzień ze śniadaniem
Ktoś mnie nawiedza a ja ledwo nie dostaję zawału serca.
23.01 – Start z bazy, robię pętlę Agia Napy i jadę do muzeum Farmagusty przy samej granicy, uroczy zakątek świata a obok znak zakazu wstępu z napisem
No Mans Land

Wracam na nocleg do puszczonego domu, kąpiel pod plażowym prysznicem. W ciągu dnia przy Sea Cave zauważyłem busa na polskich numerach, jaka radość. Jest ciemno, namiot w pustostanie rozstawiony, mam przed sobą 12 godzin hibernacji. To ostatnia noc. Mam darmowy pokój na piętrze z widokiem na morze. A morze by tak zostać i spóźnić się na samolot?

Pewne drzwi w życiu muszą być zamknięte, pewne trzeba otworzyć. Niech Bóg przemebluje me życie, to co było i to co będzie. Niech runie to co ma runąć i niech się ostoi to co ma się ostać. Zapraszam Boże byś budował i burzył, byś wyrywał i sadził, byś dawał i zabierał.
24.01 – Opuszczam pokój na piętrze z widokiem na morze, dziękuję za to miejsce i za ludzi którzy kiedyś tu mieszkali, ruszam na lotnisko. Śniadanie przy morzu, sprawdzam na lotnisku czy jest karton na rower, pakowanie i odprawa do WWA

Czas wdzięczności:
– za Arka co podwiózł mnie na lotnisko z ogromnym pudłem rowerowym
– za to że miałem dużo słońca i nie zmarzłem za bardzo
– za mamę co wiele sfinansowała
– za zgodę na niewygodę
– za wieczorne kąpiele pod bidonem
– za ludzi spotkanych na trasie
– za muzeum Farmagusty
– za 1000km w ciągu 12dni
– za marzenie by pozostać
– za realność życia
– za walki i bitwy które prowadzą do wzrostu















