Jordania wyprawa rowerowa
Trasa – Akaba, Wadi Rum, Petra, Morze martwe, Amman

Jordania wyprawa rowerowa

JORDANIA – WADI RUMPETRADEAD SEA

14:00 Lotnisko Akaba Jordania. Start rowerowy, mocno zgięte tryby na przednich przełożeniach tak, że łańcuch się blokuje, wita mnie ciepłe powietrze i niesamowite widoki morza i gór Izraela, Egiptu i Jordani gdzie stykają się trzy kraje. Razem z Andrzejem ruszamy na miasto szukać kantoru i sklepu na zakupy. Ja ruszam na samo południe wybrzeża. Ogromna zlewa deszczowa a ja stoję na plaży pod małym daszkiem, który i tak mnie nie chroni.

19:00 znalazłem zadaszenie na nocleg – rewelacja za zasuwanymi drzwiami chociaż buty całkowicie mokre.

„Żadna broń wykuta na ciebie nie zda rezultatu, potępisz wszelki język który będzie chciał zmierzyć się z Tobą w sądzie”

26.03.2023r.

10:17 – Start z bazy, granica z Arabią Saudyjską.

14:00 – kierunek Wadi Rum, jadę z Akaby do Ammanu, zatrzymał się samochód gdy stałem na poboczu trasy szybkiego ruchu, zapytał czy wszystko ok i czy czegoś potrzebuję, daje mi butelkę zimnej wody, to miłe.

Take a care….

15:30 – spotykam na trasie wędrującą ekipę Bike Jambore, niesamowici ludzie, też polacy, są w trasie rowerowej od 2 miesięcy, fajnie było trochę pogadać z nimi.

Przeprawa przez punkt opłat na autostradzie, jedni każą zawracać bo nie wolno rowerem, a nie ma innej drogi, wzięli mnie na kontrolę wojskową, kilka pytań, zawieszenie w czasoprzestrzeni i puścili mnie dalej, dobrze, że na autostradzie jest pas pobocza. Ciągłe podjazdy, droga otoczona górami z obu stron.

18:30 – rozbijam namiot za torami, jestem padnięty, nie jest łatwo, słońce pali a nie zabrałem kremu, wiem że za kilka dni ma być 2 st w nocy. Muszę odbić w boczne drogi o ile takie będą. Jutro Wadi Rum.

„Pan mój los zabezpiecza”

73km i 1000m jako suma wzniesień z dzisiejszego dnia.

27.03.2023r.

8:00 – piękny słoneczny poranek, kierunek Wadi Rum.

Słynna stacja kolejowa, spotykam Andrzeja i każdy rusza w swoim kierunku.

14:30 – Wadi Rum zatrzymuje mnie wojsko,

muszę kupić bilet jeśli chcę jechać dalej, skończył się asfalt, dalej tylko grząski piach, chwila zatrzymania z widokiem na ogromne skały. Piękne plenery, to nic że przez większość czasu pcham rower z buta, naprawdę było warto. Zatrzymał się Jeep i kierowca chciał się przejechać na rowerze, mieli frajdę ci Beduini. Rozbijam namiot w małym wąwozie by się ochronić od wiatru. Lubię ten czas w namiocie gdy wszystko gotowe do snu, gdy dzień się zakończył a gorąca zupka chińska czeka na kolację…

Było warto.

Wadi Rum Jordan Bike trial

 

28.03.2023r. Wadi Rum

9:00 – promienie wschodzącego słońca, 10km pchania roweru po piachu, na śniadanie pączkowe kulki i sok a teraz w drogę bo droga przede mną daleka…

Jadę autostradą DESERT HIGHWAY, dobrze że jest pas pobocza, dużo tirów z kontenerami a po obu stronach pustynia jak na dzikim zachodzie, podoba mi się to …

Droga ostro coraz wyżej aż przeszła mi myśl by chwycić się ręką tira bo oni pod górę też wolno jadą. Piękno zachodzącego słońca i ten dźwięk silników diesla pracujących z pełną mocą. Zaczyna się zmrok, kończy się autostrada, robi się okropnie zimno, zaczyna wiać mocny wiatr, szukam schronu na noc. Odbija w boczne drogi, rozkładam namiot w zapadlisku skalnym by uciec od wiatru, wchodzę w dwa śpiwory, ubrany termoaktywanie na maxa temp 5st. 300km do lotniska, to dużo jak na takie wzniesienia.

29.03.2023

Ruszam z samego rana po spakowaniu namiotu, po kilku godzinach dojeżdżam do Petry ale boję się zostawić rower a może szkoda mi kasy bo bilet drogo kosztuje wiec jadę do Małej Petry. Po drodze widzę dzieci bawiące się na wysypiskach śmieci i na pustkowiach.

15:00 – okolice Małej Petry, wyganiają mnie z parkingu gdzie wjechałem rowerem ale spoko to i tak tylko na chwilę. Szukam miejsca na nocleg, podjeżdża samochód i oferuje nocleg za darmo, ostrzega że w nocy będzie bardzo zimno, gwarantuje że da mi klucz do mieszkania w skale, w obawie odmawiam. Rozkładam namiot blisko ulicy pod skałą by ochronić od wiatru, w nocy może być burza bo ogromne chmury idą w moim kierunku z nad gór, jest płasko więc ok.

22:30 – odwiedza mnie policja, wali reflektorami po namiocie i każe zwijać namiot

Teren parku, proszę o 10 minut na spakowanie. Jadę na pustynię w świetle nocy, zwierzęta mają lepiej bo mogą tu spać a ja nie …. Rozbijam się pod wodospadem nieaktywnym, może mnie nikt tu nie znajdzie, chroni mnie drzewo.

Dead Sea Jordan Bike trial

 

30.03.2023r.

8:00 – start dnia, szybkie pakowanie i w drogę, ogromne stroma przełęcz z samego rana z 1100 na 1700mnp, dwie lub trzy godziny z buta, pchanie roweru, wielki wiatr i ogromnie zimno. Docieram na przełęcz ale i tak nic nie widać bo przekroczyłem poziom chmur. Jadę ostro w dół, ubieram się na maxa we wszystko co mam, dobrze że mam rękawiczki zimowe i czapkę.

Na drodze pośród wiatraków i ogromnego wiatru spotykam z naprzeciwka sakwiarza z Londynu, super spotkanie.

15:00 – ciągle pod górę, zatrzymuję się w przydrożnym barze na obiad i kawę, pytam czy otwarte bo nikogo nie ma. Na nocleg muszę mieć dach nad głową bo wiatr mnie porwie a temp w nocy spada do 1 st

17:00 – odbijam z King of King highway na lite trial, niesamowite widoki. Szukam pustostanów, sprawdzam jeden po drugim, pytam o hostel, bo noc zapowiada się zimna, deszczowa i wietrzna. Znajduję ruinę, okno zabudowuję kamieniami, rozkładam śmietnikowi dywan, drzwi zastawiam paletą i oponą.

20:00 – namiot rozstawiony, cisza i spokój, jest tak jak być powinno. To jedna z najbardziej wymagających wypraw ale muszę sobie poradzić, powoli przywykam do przeciwności, niewygody, wiatru, zimna, nieprzychylnych warunków a jutro na chama jordan bike trial. Rower daje radę, rowerzysta też jest mocny.

Jordan Bike trial

 

Podejmuj prawdziwe decyzjew samym środku cyklonu

31.03.2023r.

Ruszam z samego rana, droga przez miasto i widoki życia lokalnego. Zimno na maxa, ubrany na maxa ale ważne że słońce świeci, przeprawa prze ogromną dolinę wśród ogromnych gór i chyba ze dwie godziny pchania roweru z buta pod górę. Po drodze spotkałem dwie osoby na rowerach co jest rzadkością, starszy pan i młoda, ładna dziewczyna, może ojciec z córką – obok mieli suport samochodowy, chwilę porozmawialiśmy, super. Kierunek Karak autostradą królów, znowu zimno i ogrom wzniesień, kilka godzin męczarni, dojeżdżam do Karak i od razu w dół, dopiero teraz zaczęły się piękne widoki gór.  Niepotrzebnie się wdrapywałem bo później z Karak zjechałem na sam dół do morza martwego a w Karak nie było nic poza fajną trasą w dół…

19:30 – 10km przed morzem martwym, ciepło ale zjechałem – 2000m n.p.m

20:00 – szukam miejsca na namiot, jest ustronne miejsce, rozbijam namiot na obrzeżach, padam ze zmęczenia, jak wszedłem do namiotu zbiegły się okoliczne psy, otoczyły mnie i oszczekały na maxa a teraz cisza no i cieplej, lubię ten czas bycia w namiocie po całym męczącym dniu, było dużo wkurwu na „fm”. Nie ma co, jestem zjebany … Czas na noc.

„Masz niesamowite zaplecze pomimo przeciwności, masz ogromne zaplecze na ten czas, jakiego nigdy wcześniej nie miałeś”

1.04.2023

W nocy wystarczył jeden śpiwór, jest ciepło, jest lato, jest morze i są góry, jest autostrada z pasem pobocza – jest bajka.

Podjadę jak najbliżej Izraela…

Zatrzymał mnie samochód z ostrzeżeniem, że nie wolno mi tu być i kazali za sobą jechać. Policja ruszyła po wojskowego i ryp mnie do kontroli, puścili mnie ale kazali opuścić ten teren. Droga wzdłuż morza martwego jest przecudowna, jadę powoli oglądając przydrożne kaniony.

Postój na kawę z widokiem na osolone brzegi morza, pewnie tu wrócę. Spotykam ludzi śpiących pod mostem w tunelach, ogromny szok no ale przecież ja też bym tak spał. Jadę 30km do najbliższego sklepu po wodę, po drodze szukam miejsca na rozbicie namiotu. Rozbijam go w przydrożnym kanionie, jest strumyk więc pierwsza kąpiel od tygodnia.

Kanyon Numeira Jordan Bike trial

 

To był piękny dzień.

Czas wdzięczności:
za to że jestem teraz tutaj w Jordani na rowerze
za mamę bo jestem tu dzięki niej
za odwagę wyruszenia
za wsparcie modlitewne Ewy
za dom do którego mogę wrócić
za ASXa
za to kim jestem

Dead Sea Jordan Bike trial

 

2.04.2023

Piękny poranek, nocleg w kanionie przy strumyku bez konieczności szybkiego pakowania bazy, zostawię tu rower i zrobię sobie spacer. Trzy godziny wśród skał by na końcu znaleźć się u stup ogromnego wodospadu.

Policyjny punkt kontrolny – pytają skąd jadę? Dokąd? Kiedy wracam? Czy wszystko OK.?

Postój na kawę i rozmowa z miłym Panem.

Robię zakupy wody i napojów ok. 4,5 litra by ruszyć na kanion Wadi Numeira. Robi się zmrok, szukam miejsca na rozłożenie namiotu, kanion zostaje na jutro, nie wiem czy będzie miejsce by bezpiecznie zostawić rower. Znalazłem kawałek płaskiego miejsca pod skałą z dala od ludzi i ulicy, to miejsce jest moje. Lubię ten czas bycia w namiocie gdy rozpalam palnik,  cisza, temperatura właściwa, skóra schodzi z rąk i nóg, ale tak właśnie ma być a dookoła dzicz

3.04.2023

Kierunek kanion Numeira. Szlaki ogromnych pionowych ścian, coś pięknego, to nic że buty całe mokre od wody.  Boję się trochę o pozostawiony rower z sakwami.

Po drodze w kanionie spotykam motocyklistę śpiącego pod dywanem którego wczoraj widziałem na drodze. Idę do końca kanionu szukając ogromnego kamienia zawieszonego w powietrzu ale jak się okazało znalazłem go dopiero na koniec bo był na samym początku a ja go przegapiłem. Resztę dnia poświęcam na pobyt nad morzem martwym. Oczekuję na zachód słońca by ponownie udać się do kanionu na nocleg i źródlaną kąpiel. Jutro planuję dzień wspinaczki rowerowej bo będzie podjazd 2000m w górę, będzie sporo pchania roweru. Kierunek Amman i szukanie pudła na rower.

 

Numeira Kanion Jordan Bike trial

 

4.04.2023

To czas powrotu, więc pakuję namiot, robię zapasy napoi ok. 5 litrów i ruszam na wprost wzniesień. Jest gorąco, naprawdę gorąco.

Przede mną znak wzniesienia 10% – 5km

Po dwóch godzinach pchania roweru zaczyna być bardziej płasko więc skręcam na szutry, fajne te szutry, całkowite odludzie. O 16:00 dojeżdżam do Madaby, urocze lokalne miasteczko a na obrzeżach namioty mieszkalne.

„Chociaż nie wierzę w zwycięstwo to jednak stoczę walkę. Bóg powiedział zwyciężysz i rozgromisz całe wojsko Benchadada”

5.04.2023

Namiot już spakowany, śniadanie zjedzone, ruszam po pudło rowerowe ale powoli bo sklep otwierają o 12:00.

13:00 , pudło mam tylko jak je przewieźć na lotnisko 40km przy dużym wietrze ? składam je w kostkę i mocuję do bagażniku przedniego koła co jest super rozwiązaniem. Sterowność roweru bardzo słaba ale jakoś się jedzie trasami szybkiego ruchu. Wieczorem znajduję mały budyneczek w którym rozbijam namiot na noc i nastawiam budzik na 6 rano.

6.04.2023

Kierunek lotnisko, przed wjazdem kontrola wojskowa, każą mi zjechać na pobocze i czekać. Nakładają kamizelki kuloodporne by podejść do mnie, obok wozy opancerzone, innych przepuszczają ale ja im się pewnie nie spodobałem. Chwila rozmowy i puścili mnie. Pakowanie roweru, kilka godzin lotu by w Modlinie ponownie złożyć rower i dojechać na Tarchomin.

 

Dead Sea Jordan Bike trial

 

To było coś – naprawdę coś, co warto było zrobić ….

Jordan Bike Trail