PORTUGALIA 2010
Wyprawa rowerowa
Na Koniec Świata
Klify Algarve –
„Być niedozatrzymania”

 

Portugalia Algarve Eurovelo 1

 

Czasami samo przygotowanie do wyprawy jest już czymś wspaniałym ale tym razem na przygotowanie miałem tylko 13 godzin od kupienia biletu do FARO by spakować w kartony rower i zrobić przedwyjazdowe zakupy. 4 godziny lotu i jestem w Portugalskim FARO na terenie ALGARVE, jeszcze tylko poskładanie roweru, schowanie kartonu w studzienkę pod ziemią i w drogę.
Nie mam namiotu bo to zbędny bagaż na takich wyprawach, nie korzystam z komercyjnych noclegów bo to zabija przygodę, śpię zawsze pod gołym niebem gdzie noc mnie zastanie, mam śpiwór, rower, wiarę w siebie, żądzę życia i to mi wystarcza. Bardziej niż drogi wybieram bezdroża, wolę szutry niż asfalt, ścieżki na urwiskach klifów zamiast dróg lokalnych, bardziej dzicz mnie pociąga niż cywilizacja, bardziej pustkowia niż zabudowania. Natura to miejsce gdzie serce znajduje swój dom.

Dzień I
Rozpoczynam wyprawę od plaży w FARO gdzie znajduje się wiele urokliwych slumsów, już zaczyna mi się to wszystko podobać. Przeprawa polną drogą poprzez tereny kanałów melioracyjnych, pól golfowych i wieżyczek obserwacyjnych dla ornitologów które zapowiadają się na dobrą bazę noclegową lecz nie tym razem bo nie czas na spanie. Fajne piaskowe drogi pośród rozlewisk wodnych. Pod koniec dnia na wybrzeżu rozpoczynają się małe klify zachwycające swym pięknem w odcieniach czerwonych kolorów. Nocleg na plaży, udało mi się znaleźć napompowany materac kąpielowy przy budce ratownika.

Dzień II
Obudzony ok 4 nad ranem przez plażowy traktor ruszam w drogę pomimo ciemności, dosypiam na kładce w ALBUFEIRA ocieplony promieniami wschodzącego słońca. Droga ciągle wzdłuż wybrzeża, widoki zachwycające, wiele kraterów na klifach, wędruję przez dzicz, po zmroku rozkładam bazę w samym jej środku chociaż miejsce na nocleg wydaje mi się istnym szaleństwem ale zmęczenie domaga się postoju. Rano podbiegły pokojowo nastawione psy jak leżałem jeszcze w śpiworze.

Dzień III
Przejazd przez ALBUFEIRĘ oraz LAGOS otoczone dużą ilością turystów. Rozmowa z niemieckim sakwiarzem. Często wnoszę rower z sakwami po schodach lub nieprzejezdnych urwiskach klifów. Czas opalania i morskiej kąpieli. Szukając gleby do spania natrafiłem na tymczasowo niezamieszkany apartament z otwartym basenem w miejscowości LUZ, super bo są wystawione miękkie leżaki, domek nr 23. Chwila strachu nastała o północy gdy włączyły się pompy wodne filtrujące wodę w basenie, a już myślałem że zaraz ktoś mnie nawiedzi i przegoni ze swojej posesji. Ruszyłem w trasę przed wschodem słońca.

Dzień IV
Droga w kierunku SAGRES, unikam drogi nr 125 bo ją zostawię na powrót, robię postój kąpielowy przy wodopoju dla bydła, fajnie bo jest podciągnięta od wielkiej studni długa rura zakończona zaworem.  2km dalej jest GUADALUPE, konieczny był skok przez bramę by obejść okolice kościółka. Przed VILA DO BISPO odbijam w kierunku urwistych, bezludnych klifów w sam środek dziczy, uciekam przed muchami co gryzą do samej krwi. Czas by zaczerpnąć słońca całym sobą. Zaczynają się ogromne, ciemne, skaliste klify, zachodnia strona Portugalii, pełnia oceanu atlantyckiego, potężne fale, silny wiatr. Jeszcze tylko kilka zdjęć zachodzącego słońca i czas na nocleg w betonowej wnęce na samych klifach z dala od cywilizacji, rewelacyjny punkt widokowy, obok jakiś domek lecz wszystkie okna zabite dechami. Okolice Vila do Bispo

Dzień V
Dzień rozpoczyna się pochmurnie ale i tak to dzień rozkoszy, aklimatyzację i największe zmaganie mam już za sobą, wędruję szutrami wzdłuż klifów. Zatrzymuję się przy jakimś domu, daję uwiązanym psom wody, podchodzi starszy pan ze słowami „Buenos dia” w jego oczach widzę serdeczność i miłość, jakże łatwo jest kochać takich ludzi. Stanąć na szczycie świata. Ruszam w kierunku Aljezur, po drodze zatrzymuję się przy ujęciu wody jakiejś świętej, kąpiel pod mostem. Aljezur – poszukiwanie noclegu, okolice szkoły? nie, w hostelu trochę drogo 18E, próba spania na drewnianej ławce na urwisku pod zamkiem, ale na ławce mało miejsca no i twardo więc przenoszę się na sztuczną nawierzchnię boiska, super bo miękko ale temp 10st.

Dzień VI
Po obudzeniu i rozjaśnieniu wracam od razu na klify bo to jest cel mojej wyprawy. Wracając odbijam na płaskowyż, który skusił mnie swoją dziczą, znalazłem wodopój dla bydła więc czas się ogolić, ruszam dalej z zamiarem przekroczenia rzeki ale niestety. Przeprawa przez cypel przy CARRAPATEIRA który ominąłem jadąc w kierunku Aljezur. Przeprawa poprzez krainę wiatraków, kąpiel ponownie w wodopoju dla bydła w okolicy GUADALUPE. Po południu rozpoczynam drogę powrotną do FARO z planowanym noclegiem przy basenie apartamentu nr 23. Niestety obok ktoś wynajął apartament i imprezują na balkonie, czekam godzinę siedząc skulony z zimna aż skończy się impra abym mógł wejść niezauważony lecz wykończony po prostu ryzykuję i wchodzę.

Dzień VII
Droga nr 125 do FARO, do pokonania mam ok. 130 km. Nie chcieli obsłużyć mnie w przydrożnym barze, być może dlatego, że byłem bez koszulki a może dlatego, że miałem czekać na kelnera? nic nie rozumiałem, zresztą nie tu to gdzieś indziej się zatrzymam. Przydrożny straganik owocowy, kupuję melona i zatrzymuję się pod palmą aby pożreć ten owoc. Wieczorem jestem już w FARO, poszukuję noclegu przy slumsach, myślę też o zakopaniu się w piachu za wydmami, badam plac zabaw dla dzieci czy podłoże jest wystarczająco miękkie, ostatecznie decyduję się aby pojechać do punktu obserwacyjnego ornitologów na nocleg, droga poprzez ciemność. Super miejsce noclegowe, jakby było moim domem.

Dzień VIII
To ostatni dzień wielkiej wyprawy, czas plażowania w oczekiwaniu na powrót do PL. Niestety pogoda nie jest zbyt słoneczna ale i tak pozostaję na “plaży końca świata”. Ostatni widok na FARO poprzez oddzielającą wodę. Pożegnanie niesamowitych slumsów. Aż trudno uwierzyć, że miną tydzień, wydawałoby się jakby po stokroć dłużej, jakbym wracał z wielkiej wyprawy po długim czasie.

Wędrując bocznymi drogami podjadałem lokalne owoce z przydrożnych pól winogronowych, drzew figowych oraz granatów. Wodę do picia zbierałem z kranów przy plażach, kąpałem się w wodopojach dla bydła lub natryskach plażowych, spałem zawsze pod gwiazdami. Do jedzenia na tydzień miałem paczkę kabanosów, 7 zupek chińskich i 7 chałw 50g oraz multiwitaminy musujące. Klimatu dźwiękowego dodawała mi muzyka z filmu “Wszystko za życie” oraz “Papa” Self Kelia zaś w chwilach walki i zmagania dodawał mi siły Sabaton szczególnie “40:1” i “Cliffs of Gallipoli”

 

TRASA

FARO – QUARTEIRA – ALBUFEIRA – CARVOEIRO – PORTIMAO – LAGOS – LUZ – FIGUEIRA – GUADALUPE – SAGRES – VILA DO BISPO – CARRAPALEIRA – VALES – ALJEZUR – FARO

 “If you can’t fly then run, if you can’t run then walk, if you  can’t walk then crawl, but whatever you do you have to keep moving  forward”

Martin Luther King Jr.

Podsumowanie:
Pokonany dystans 601km
Przelot  595zł